"Nie dał nam Bóg ducha bojaźni, ale mocy"!

Opublikowano: wtorek, 26 styczeń 2016 Agnieszka Frydrych Drukuj

Chciałabym Drogi Przyjacielu zaprosić cię dzisiaj do chwili refleksji… Spróbuj na początek odpowiedzieć sobie na pytania: Czy jest coś, czego się boisz? Czego lękasz? Co wzbudza w tobie strach? Jakie sytuacje, ludzie, zdarzenia? W świecie, w którym żyjesz, lęk często urasta do gigantycznych rozmiarów. Wielkim cieniem kładzie się na tobie, przygniata cię, panuje nad twoim umysłem, nawet ciałem. Często drżysz realnie, fizycznie. Boisz się….

Ale tak naprawdę czego?

Demon, który nosi imię: Lęk i Strach stoi za tymi wszystkimi stanami, które przeżywasz. To on produkuje setki, tysiące myśli, wprowadza nieustanny chaos i zamęt. Co możesz wtedy zrobić? Odeślij ścierwo pod stopy Jezusa na Golgotę, pod Krzyż. Niech Mocniejszy zajmie się tym złem, które ciebie trapi, męczy, prześladuje. Wypowiedz dziś głośno, z podniesionym czołem Słowo Pana: „Nie dał nam Bóg ducha bojaźni, ale mocy i miłości, i trzeźwego myślenia”. 2 Tym 1,7. Słowo Pana jest najlepszą obroną przed złem. Zły nie może słuchać Słowa Bożego. Nie jest w stanie wytrzymać przy tobie kiedy z wielką miłością i pokorą pochylasz się nad Słowem Boga. Czynisz je swoim. Zachowujesz w sercu. Wprowadzasz w życie. Zły wtedy cały lęk, z którym przychodzi do ciebie może najwyżej potłuc o kant… (wiesz czego).

Skoro żyjesz w Obecności i bliskości Boga, czy jest coś czego mógłbyś się w ogóle bać? Czy są sytuacje, które mogłyby cię w jakiś sposób przestraszyć? NIE MA TAKIEJ OPCJI! Bo Pan przychodzi z duchem MOCY, MIŁOŚCI I TRZEŹWEGO MYSLENIA! Zabiera ducha bojaźni! Chcę ci Przyjacielu opowiedzieć pewną historię z mojego życia. Zostałam kiedyś poproszona o wygłoszenie pewnej konferencji. Pojechałam z moim mężem wiele kilometrów do miejsca, gdzie odbywały się rekolekcje. Miałam wielki pokój w sobie, do momentu kiedy  tuż przed konferencją pojawiły się ogromne wątpliwości, czy dam radę. Zobaczyłam tych wszystkich ludzi, którzy zjechali się z różnych stron Polski i wiedziałam, że są to bardzo mądrzy ludzie znający się na rzeczy. Nawet miałam pewne określenie: będę mówić do vipów! Naraz pojawił się tak paraliżujący strach, że nie mogłam tego ogarnąć! Pomyślałam: co ja tutaj robię, taka mała, wśród takiego grona?! I na dodatek: ci ludzie znają temat, co mogę im mądrego powiedzieć? Mój umysł zaczął niebezpiecznie szybować nad przepaść ogromnego lęku, który zaczął stopniowo opanowywać moje ciało. Zaczęły drżeć mi ręce, serce mocno bić… słowem: byłam jednym wielkim nieszczęściem drżącym jak liść. Co mogłam w takiej sytuacji zrobić? Oczywiście uciec się do Pana! Tylko do Niego, bo inaczej zaraz chyba umrę! Poszłam więc przed Najświętszy Sakrament i zaczęłam bardzo żarliwie wołać: „Panie, zabierz to ode mnie! Nie poradzę sobie jak natychmiast tego nie weźmiesz!” Nagle jakby ktoś wewnętrznie wyciszył we mnie to wołanie. Poczułam, że nie jest to właściwa modlitwa. Wtedy po raz pierwszy namacalnie doświadczyłam modlitwy Ducha Świętego we mnie, zgodnie zresztą z zapewnieniem św. Pawła w  Liście do Rzymian 8,26:
„Duch Święty przychodzi z pomocą naszej słabości. Gdy bowiem nie umiemy się modlić, tak jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami.” Wargi zaczęły wypowiadać modlitwę, która zrodziła się moim sercu. Nie rozumiałam do końca tego co się dzieje, ale z ufnością poddałam się tej modlitwie, która wypływała wprost z mojego serca. Ku mojemu zdziwieniu nie było to wołanie w panicznym lęku: „zabierz to, Panie proszę zabierz to!” Ale była to modlitwa uwielbienia i dziękczynienia! „Panie, uwielbiam Cię w moim lęku i strachu. Panie, dziękuję Ci za to co się ze mną dzieje. Uwielbiam Cię w moim mocno bijącym sercu ze strachu i w moich drżących dłoniach. Uwielbiam Cię i dziękuję za tę konkretną, bardzo trudną sytuację”. Nie pamiętam w szczegółach tej modlitwy, ale sens jej był właśnie taki. Moje usta wypowiadały słowa, które z trudem mogłam zrozumieć. Dopiero później Pan przyszedł ze światłem i przekonałam się, że chciał, abym przez modlitwę uwielbienia i dziękczynienia wprowadziła Jego chwałę do miejsc, które nie były Mu poddane – do mojego lęku i strachu, gdzie nie było Jego światłości, a panowała tam ciemność i brak zaufania Najwyższemu Panu! O jak bardzo zaczęłam to rozumieć! Natychmiast pod wpływem tej modlitwy PAN PRZYSZEDŁ Z UZDROWIENIEM tej sytuacji :) Wstałam z kolan jak nowo narodzona, a Boży Pokój przenikał mnie na wskroś. Moje ciało się wyprostowało i popatrzyłam na swój strach z góry. W zasadzie żadnego strachu i lęku już nie było, bo demon nie może znieść modlitwy uwielbienia i dziękczynienia, szczególnie kiedy ta modlitwa ma miejsce w bardzo trudnej sytuacji. Konferencja poszła jak z nut :) - oczywiście dzięki TYLKO I WYŁĄCZNIE PANU!

Kiedy zaczynasz Bogu dziękować za cierpienie, kiedy nie widzisz w żaden sposób wyjścia z mega trudnej sytuacji, kiedy Go w tym uwielbiasz – okazujesz ZAUFANIE i wyznajesz wiarę w to, że to On całkowicie przyjmuje kontrolę. To On jest Panem każdej sytuacji, każdego trudnego wydarzenia, każdej beznadziei i każdego bezsensu. Oczywiście tobie może się wydawać, że nie ma nadziei i wszystko traci sens – ale nie dla Niego! On jest Panem! On daje ci „ducha mocy i miłości oraz trzeźwego myślenia”!

Modlitwa uwielbienia i dziękczynienia w każdym momencie i w każdym położeniu wytrąca Złemu kij, którym chce cię pobić. Podkula wtedy ogon i ze skowytem ucieka. A Pan przychodzi z łaską i umacnia twoją wiarę i zaufanie. Otrzymujesz ducha mocy, miłości i trzeźwego myślenia po to, aby nie wstydzić się świadectwa (wobec tego świata) o Panu naszym Jezusie Chrystusie i aby wziąć udział w trudach i przeciwnościach, które pojawiają się, gdy głosisz Ewangelię. A głosisz mocą Bożą! Por. 2 Tym 1,8. Bo przecież nie sam z siebie. Sam z siebie nie możesz nic. Wszystko zawdzięczasz Bogu.

Jezus mówi dziś o wielkim trudzie głoszenia Jego dzieła. Posyła cię, abyś szedł jak „owca między wilki” Łk 10,3.  Wiadomo co wilk może zrobić z owcą. Ale ty nie jesteś przecież taką całkiem bezbronną owcą. Powiedziałabym, że jesteś taką „drapieżną” :) owcą, uzbrojoną po zęby w moc Pana! W Jego Ducha! Czego więcej ci tak naprawdę potrzeba???

Skoro Jezus dotykając cię zabiera lęk, usuwa strach, uzdalnia cię do głoszenia Jego dzieł nieustannie trwaj w dziękczynieniu i uwielbieniu, choćby grunt usuwał się spod nóg i wisiałbyś nad głęboką przepaścią. Zachowuj pokój Pana.

Życzę ci „drapieżna” :) owco Pana, abyś „na nowo rozpalił (w sobie) charyzmat Boży” 2 Tym 1, 6. Nie lękał się, ani nie trwożył, bo Pan jest z tobą ZAWSZE!

Agnieszka F.

Rozważanie w oparciu o tekst:

(2 Tm 1,1-8)

Paweł, z woli Boga apostoł Chrystusa Jezusa, /posłany/ dla /głoszenia/ życia obiecanego w Chrystusie Jezusie, do Tymoteusza, swego umiłowanego dziecka. Łaska, miłosierdzie, pokój od Boga Ojca i Chrystusa Jezusa, naszego Pana! Dziękuję Bogu, któremu służę jak moi przodkowie z czystym sumieniem, gdy zachowuję nieprzerwaną pamięć o tobie w moich modlitwach. W nocy i we dnie pragnę cię zobaczyć - pomny na twoje łzy - by napełniła mnie radość na wspomnienie bezobłudnej wiary, jaka jest w tobie; ona to zamieszkała pierwej w twojej babce Lois i w twej matce Eunice, a pewien jestem, że /mieszka/ i w tobie. Z tej właśnie przyczyny przypominam ci, abyś rozpalił na nowo charyzmat Boży, który jest w tobie przez włożenie moich rąk. Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni, ale mocy i miłości, i trzeźwego myślenia. Nie wstydź się zatem świadectwa Pana naszego ani mnie, Jego więźnia, lecz weź udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii według mocy Boga!

Odsłony: 226